Wyjątkowo jesteśmy na miejscu zimą. Oj zimy tu też ładne są, siarczyste, ale z tak czystym niebem, że całą drogę mleczną widać. Zimą jednak jak tak zimno to mniej nieco wychodziliśmy z domu. Trochę się nudziliśmy to i dla draki lubiłam podokuczać braciom, oni mi zresztą też.
Tego wieczoru jakoś uwzięłam się na Mikusia, był łatwym celem bo jakiś niemrawy był.
- Co tak leżysz w tym łóżku? Siły nie masz co?
- Oj weź Merkidlu daj mi spokój, głowa mnie boli.
- Oj taki mały a już go głowa boli i co? Mam Ci może rosołku zrobić? - tu się z niego śmieję.
- Odczepisz się ode mnie, czy nie?
Starych jakoś nie było w pobliżu. Dawidzuś i i Gabryś siedzieli z Nami w salonie, ale nic nie gadali, może się cieszyli, że nie im dokuczam. I tak od słowa do słowa. Mikiś z łóżeczka, ja z kanapy dogryzając. W końcu Miki nie wytrzymał.Jak mu zaczęłam udawać, że gram na flecie i śmiejąc się śpiewałam : - Trele morele! Elememe tutki Mikiś nie może, bo go boli pół dupki! To zrobił się cały czerwony, żyłka mu wyszła mu na czoło i nagle ułamał z łóżeczka kawałek beleczki, wymierzył i nim we mnie cisnął! Ja tylko zakryłam się kocem i gdy się odkryłam śpiewałam dalej. Wtedy Miki jakoś tak pobladł, przestał się wściekać i mówi mi: - Ty weź masz całą twarz we krwi. Ja na to: - Hahahahah nie trafiłeś! Co się zgrywasz?! Chciał byś trafić co?! Hahahahahahahaha! Braciszek nie wytrzymał nerwowo i z twarzą białą już jak kreda wybiegł gdzieś z pokoju z płaczem. Ja dalej się śmiejąc patrzę na resztę braci czekając na komentarze, napotykam wzrok Grubcia. Grubcio też blady nagle na twarzy mówi: - Ale Ty serio masz całą twarz we krwi. Ja: - Weź Ty też?! Co to za wkręta?! Zgadaliście się? Grubcio: - Jak nie wierzysz to dotknij twarzy dłońmi! Ja: - Ależ mnie wkręcacie, ale proszę - tu dotykam twarzy dłońmi i pokazuję mu je mówiąc - widzisz nic tu nie ma! Tylko, że jak odwracał dłonie do siebie to są całe we krwi i z nich kapie na podłogę. Wstaję nagle, szukam lustra, patrzę na swoje odbicie i serio całą twarz mam we krwi! Złość mnie ogarnia, idę szukać Mikołaja, ale że go nie znajduję to idę szukać starych, okazuje się, że byli u Pani Lucynki. Wpadam i mówię co zaszło, cały czas z tą krwią na twarzy. Trochę mnie spacer po mrozie uspokoił i mówię, że Mikiego nie ma i że trzeba go znaleźć. Matka z Panią Lucynką obmywają mi twarz i naklejają plasterek. Matka mówi: - Rana mała, ale że na czole to skóra tu bardzo ukrwiona to dlatego tak poleciało. Wracam do domu ze starymi, Miki się znalazł, wrócił do salonu. Nikt na Niego nie krzyczy, bo się zmartwiliśmy, że gdzieś poleciał w taki mróz. Mówię mu: - Dobrego cela masz! Nic się nie martw nic mi nie będzie, ale teraz to Ci mogę dokuczać do woli! Hahahha. Jakoś się uspokoił i już było ok.
Swoją drogą naszło mnie potem, że diablo dobry był ten rzut Jego, a gdybym się nie zakryła tym kocem to bym łaziła z tym patykiem w czole chyba. Morał prosty, nie dokuczaj za mocno, bo Ci się dostanie z powrotem. A tak nieco mistycznie, to sam Diabeł chyba niósł tego patyka z taką mocą i chyba serio mam jakiegoś Anioła Stróża co mnie obronił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz