A to że Mazur go gonił w trakcie zabawy, bo go nasze zabawy zawsze denerwowały, a to że Maniek pijany w rowie leżał albo że Hanka Władka znowu patelnią tłukła. Tej nocy jednak jako że jesień i chłodno naszło nas na straszne historie.
Dawidek zaczął pierwszy: - a bo ja wiecie słyszałem na strychu nad nami jak coś piszczy. Pewnie to duchy rodziny dziadka. Na pewno tam zostały ich prochy przez omyłkę i w nocy chcą z nami pogadać. No co by o nim nie mówić wprowadził klimat. My mu tylko na to, że mama mówiła, że to kuna dzieci karmi. On nam, ze kunę TIR przejechał przecież w zeszłym roku...
Mikuś powiedział, że słyszał w środku dnia jak nad stawem dwóch chłopów gadało. W środku dnia! A nikogo tam nie było. Nie uwierzyliśmy mu, ale zauważyliśmy że od jakiegoś czasu sam tam nie chce chodzić.
Ja jakoś nie bałam się wtedy nigdzie. Bałam się tylko, że Stary się o coś wkurzy i nas będzie lał tak jak w domu w Wawie. Straszyli mnie sąsiedzi Baba Jaga, a mama też, że włosów ze szczotki nie wolno wyrzucać na dwór bo wtedy Jaga je weźmie i zrobi Twojego sobowtóra, podmieni, a Ciebie prawdziwego zabierze i zje. Bracia zamilkli na chwilę, myśląc nad mocą tego przesądu.
Na końcu przemówił Gabryś, jak zwykle z najlepszą historią jako najstarszy. Mowi Nam: - Gadałem z Konradem i Michałem i opowiadali mi o cmentarzu. Poszli tam kiedyś dla jaj w nocy odpalić petardy. Ciemno, zimno, a Ci odpalają na cmentarzu petardy. Nagle Konrad mówi, ze jak odpalili pierwszą to nagle posąg Jezusa się do nich tak jakby karcąco obrócił. Spojrzał się na nich tak że ciarki ich przeszły i obrócił się z powrotem. Stali tak chwilę, wycofali się z cmentarza, a potem to już biegli do domu ile sił w nogach.
Zapanowała wśród nas cisza. Jak to? Rzeźba na cmentarzu ożyła? Jezus był zły, że chłopaki się wygłupiali? Co On sobie pomyślał? Zezłościł się, że ich aż tak nastraszył. Od tamtego czasu bałam się cmentarzy. Dużo mnie kosztowało iść na pogrzeb, czy na Święto Zmarłych. Ciągle się bałam, że Oni tam w jakiś inny sposób żyją i wszystko widzą i słyszą. Teraz mnie to nawet pokrzepia. Niosę im znicze i wiem, że oni tam są i czekają na opowieści.