Dobrych wspomnień z Matką mało jest z tamtego okresu, ale jest jedno wyjątkowe.
Bardzo długo prosiliśmy Starego o wymarzony basen. Stary zawsze Nam kazał usprawiedliwiać zachcianki. No to wymyślaliśmy, że hej:
My: - Tato, bo gorąco a w takim basenie to można się miło schłodzić!
Stary: - Schłodzić to się możecie pod prysznicem.
My: - Tato, bo taki basen to świetna rozrywka, będziemy nim zajęci i nie będziemy przeszkadzać!
Stary: - A to zabaw Wam brakuje? I tak cały dzień gdzieś latacie.
My: - Tato w takim basenie jak jest woda to i ptaszki mogą się napić wody i będą Ci ładnie ćwierkać w ogrodzie!
Stary: - O! Zapomniałem im w miseczki wody dolać. To idę.
Łatwo go przekonać nie było, główkowaliśmy i główkowaliśmy jak by go tu namówić na ten basen i Mikiś podsunął Nam świetny pomysł. Mój mały braciszek niechętnie się mył, nie przepadał za tym. Uznaliśmy, że jak wszyscy przestaniemy i zrobimy strajk to Stary ulegnie. Jak wymyśliliśmy tak też zrobiliśmy.Ze 3 dni się nie myliśmy. Stary w końcu zauważył i pyta: - Co tacy brudni jak beduini? My, że: Oj, bo myć Nam się nie chce wieczorem tacy jesteśmy zmęczeni. Szyje mieliśmy całe w kurzu i w ogóle wyglądaliśmy słabo. Na zaś ciuchów też nie zmienialiśmy co by lepszy efekt był. Stary pyta: - To może się chociaż w ciągu dnia myjcie? My na to: - Ale jak taka ładna pogoda to szkoda tracić dzień na mycie, no chyba, że by basen był, to można by się kąpać na słoneczku w ciągu dnia. I zaserwowaliśmy mu nieśmiałe szelmowskie uśmiechy. Już myśleliśmy, że wygraliśmy w totka. Niestety huknął na nas, że aż strach i kazał marszem się iść umyć i ubrać w coś czystego albo jak to mawiał: - Nogi z tyłków Wam powyrywam! No z tym nie było już dyskusji. Poszliśmy ze spuszczonymi głowami się myć. Stwierdziliśmy, że jakby miał zrobić to co powiedział to już lepiej zapomnieć o tym basenie i dać spokój.
Dwa dni później ku naszemu zdziwieniu jak wróciliśmy od Byków Mańka w naszym ogrodzie stał basen. Stary siedział dumny z siebie. Powiedział: - Załatwiłem Wam basen. Jakby nigdy nic. My dalej w szoku, niedowierzająco nieśmiało zapytaliśmy, czy możemy przetestować. Kiwnął głową i powiedział: - Wskakujcie! Od tego dnia siedzieliśmy w basenie ile się dało. Nie chcieliśmy wychodzić nawet na jedzenie. Matka widząc naszą uciechę przyszła któregoś razu jak od rana już siedzieliśmy w basenie bez śniadania z naręczem jedzonka i zaczęła Nam robić kanapki. Ależ to były piękne i wymyślne kanapki! I jakie pyszne! Mama jest artystką i potrafiła papryką, serem i ogórkiem takie rzeczy na kanapkach robić, że zjedliśmy wszystko co przyniosła, żeby tylko zobaczyć kolejne buźki, kwiatki, ptaszki i inne wizje. Piękne to było. nikt chyba nie miał takich rarytasów na świecie jak my. Artystyczne kanapki w basenie na śniadanie. Cóż za pomysł, by ktoś powiedział? I do tego jedzenie w basenie, przecież to brzuch może rozboleć. Nas brzuchy nie bolały, dobrze Nam było. Dostać basen i Matkę na chwilę z jej wyjątkowymi kanapkami tego ranka było miło.
Morał nie tak oczywisty, ale jednak. Jak czegoś bardzo chcesz tu i teraz, to tego właśnie może nie udać Ci się osiągnąć, jednak po czasie, jak się uspokoisz i odpuścisz, pogodzisz ze stratą, to życie może Cię zaskoczyć. Często jest tak, że żeby coś się w naszym życiu zmieniło na lepsze to najpierw trzeba sobie odpuścić. Potem zmiany przychodzą "same".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz