Czas zbierania truskawek we wsi zawsze był bardzo ważny, czuć było u wszystkich poruszenie.
Środek lata, piękna pogodna, ale nerwy niektórym puszczały. Biedny Maniek miał tyle tych truskawek, że żeśmy mu się zaoferowali do roboty. Tak, żeśmy to sobie wykombinowali, że za łubiankę na głowę to będzie uczciwie. Takie tam kasztaniackie dziecięce interesy. Żal Nam było Mańka, tyle tych byków miał, kaczek i innych takich. Zawsze wydawał się być bardzo zajęty i nieco nieobecny i jeszcze jego Matka Czarownica ciągle na Niego krzyczała. Jakieś miłe kuzynki przyjechały pomagać także w ogóle był to pyszny pomysł. Fajnie się z Nimi gadało, miały dużo ciekawych porad, na przykład jak zmienić kolor dżinsów.
Jako takie dobre pomocne dzieci pojechaliśmy z Mańkiem traktorem z samego rana i kuzynkami na pole za łąką i Wilczymi Dołami. Tam Nas Maniek zostawił i powiedział, że koło południa wróci, bo się wtedy już zbierać nie da taki skwar. Ochoczo jak to my zabraliśmy się do roboty, fajna zabawa takie zbieranie truskawek, a kuzynki Mańka miały dużo pomocnych wskazówek jak to robić szybko i co robić, żeby się nie nudzić. Można było podjadać, no bo trzeba przecież sprawdzić, czy dobre. Jak zauważyłam, że mam pół koszyka, a one już każda po dwa odłożyły na pakę to już tak nie podjadałam, tylko zbierałam. Bracia w między czasie się znudzili i poszli. Do południa udało Nam się sporo uzbierać. Czas na fajrant, bo strasznie piekło już. Maniek jakoś nie przychodził. I nie przychodził... I dalej nie przychodził. Kuzynka poszła sprawdzić co z Nim i okazało się z jej ustaleń, że: - Baran jeden, nawalił się, leży i śpi pod płotem. Obudzić się go nie dało, a nie wiem gdzie klucze zostawił. Pijus jeden i pacan. Rozbawiło mnie to, ale czułam też że coś jest nie tak. Niewiele rozumiałam. Pijus na wsi to taki dziadek Włodek co go Pani Wiesia wali patelnią po głowie jak chwiejnie wraca do domu, i tłucze go tak aż do rowu wpadnie i go tak zostawia. Ci Panowie pili takie coś, że potem dziwny zapach mieli i chodzili jak na wietrze, płakali albo się głośno śmiali i klepali Panie po pupach. No nic, później się ogarnie o co z tym chodzi. Teraz coś trzeba było zrobić z truskawkami, bo zgniją. Kuzynka coś napomknęła, że najlepiej od razu na skup zawieźć, była tak uprzejma i mi wyjaśniła na czym to polega: - Zawozisz truskawki tak jakby do sklepu i taki Pan je kupuje i daje Ci pieniążki. Tobie damy też, będzie na loda albo oranżadę. Mi w to graj, ale miałyśmy problem, bo kluczyka nie ma. Nagle eureka, kuzynka mówi, żeby gwoździem odpalić, kiedyś widziała jak ktoś tak zrobił. No to szukamy, znalazłam pierwsza i z dumą pokazałam, że mam! Pochwaliły mnie wzięły gwoździa i kombinują. Chwilę to trwało, ale że byłam pewna, że się uda to i się udało. Wiwaty, oklaski rozbrzmiały na polu razem z rzężeniem starego traktora. Dziewczyny dały mi siąść z Nimi na przedzie. Bombowo, przejażdżka traktorem, lepsze to niż jakieś tam samochody i jakie widoki. Przejechałyśmy jakiś cudem przez Wilcze Doły, a potem poszło gładko. Pomogłam otworzyć im bramę i pojechałyśmy na skup. Sprzedałyśmy truskawki i dostałam swoją działkę na lody i do tego truskawki. Żal mi tylko Mańka było, pewnie dostał tego dnia patelnią po głowie od jakieś Pani, mimo iż żony nie miał.
Morał taki, żeby się nie poddawać. Może być ciężko, ale na końcu zawsze czeka nagroda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz