czwartek, 19 września 2019

Film u Mańka

      Pewnego jesiennego wieczoru około Halloween poprosiliśmy Starego, czy możemy iść do Mańka na film. Ktoś obczaił w gazetce, że będzie horror "ale dla dzieci". Stary się zgodził. Maniek mimo, iż rolnik i prosty, dobry człowiek miał telewizor, a my nie, a że z jakiegoś powodu bardzo nas wszystkich lubił pozwolił Nam się rozgościć u siebie w salonie i obejrzeć horror dla młodzieży.
Rozpalił w piecu kaflowym, siadł z Nami i zaczęliśmy oglądać. Seans czas rozpocząć - Drodzy przed Wami "Wiedźmy", reż. Nicolas'a Roeg'a z 1990r.
     Biedne kasztany nie wiedzieliśmy co nas czeka, Maniek zresztą też.
     Jak to w strasznych filmach zwykle bywa na początku nie było nawet tak źle. Wszyscy się podśmiewując, przecież nikt tu się niczego nie boi: - Hahaha huhuhu. Tylko jakoś po paru minutach Maniek nieco niepewnym głosem, pyta: - Czy Wy na pewno chcecie to oglądać? My na to że: - No tak - nieco już niepewni. Kurcze czemu Maniek o takie rzeczy pyta? Może jest się jednak czego bać... Patrzymy na Niego, on na nas i mówimy: - Nie, no oglądamy, co tam może być takiego. Maniek mówi z nieco szklistym wzrokiem: - Dobrze, ale ja idę spać, bo rano byki muszę wyprowadzić i psu jeść dać i kaczki... My nie czekając na to co z tymi kaczkami na to: - Nie ma problemu, my tu sobie będziemy grzecznie oglądać, cichutko.
     Maniek położył się na łóżku w pokoju gdzie był telewizor i piec kaflowy bo tak cieplej, co nas nieco podniosło na duchu. Oglądamy dalej. Rzeczywiście siedzimy grzecznie, cicho niczym trusie. Jak już doszło do momentu kulminacji w filmie, jak te Wiedźmy zaczęły pokazywać swoje prawdziwe, paskudne oblicza to ktoś poprosił, żeby może już iść do domu: - Bbooo ciemno już bardzo, Maniek śpi i nas nie odprowadzi... i w ogóle trochę straszno. Nikt jakoś nie negował za bardzo tego pomysłu, więc zaczęliśmy się zbierać.
     Matko... W tej totalnej ciszy jaka potrafi być tylko na wsi, gdzie słychać każdy tyci dźwięk, szliśmy powoli, ostrożnie, cichuteńko, aż jak ktoś tu nagle coś tam usłyszał, wydało mu się, czy nie, nikt się tam nie zastanawiał. Ruszyliśmy jak torpedy, jakby nas sam Dioboł z Babą Jagą Świętokrzyską gnał i chciał porwać na Łysą górę i zjeść, czy co tam oni robią. Kto ostatni i nie nadążał to płakał. wył jak opętany i biegł ile sił w płucach. Do domu wbiegaliśmy tak, że mało drzwi nie wywaliliśmy, a do łóżek wszyscy chyba poszli spać w ubraniach i w jednym pokoju... Na zaś. Jak już się ciut uspokoiliśmy to doszliśmy do wniosku, że jak by jednak po nas przyszli, to łatwiej się w grupie bronić.
     To był piękny zimny nastrojowy wieczór. Pełen śmiechu i strachu. Ciężko było usnąć, ale jak już zasnęliśmy to snem niewinnych.
     A morał? Jak masz ochotę na horror, nawet ten dla dzieci, to rób to w swoim domu z najbliższymi, a jak się za bardzo boisz to nie oglądaj, tylko weź się za komedie albo melodramat, czy coś.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz