niedziela, 29 września 2019

Mikiś nie biegnij do mnie!

     Nie chce mi się pisać nic dziś. Zmęczona już tym jestem tyle tego. Smutno mi do tego. Coś jednak nie daje mi to spokoju, nie idą mi zabawne opowieści, bo te smutne się teraz dopominają o swoją kolej.
   
     Dziś jest taki chmurny dzień, nie jest zimno, bo to lato, ale jakoś brzydko jest. Bawiłam się rano z Patką i jej pieskami. Mikiś kochany fikał i brykał w koło nas a Sunia pilnowała nas wszystkich. Tyle pamiętam za nim się to wydarzyło. Zapomniałam coś Patce powiedzieć i wróciłam się do Niej po obiedzie. Stałam pod bramą i czekałam aż TIRy przejadą, trzeba uważać, bo Tirowcy zawsze bardzo szybko tu jadą i nic ich nikt nie obchodzi. Długo tak stałam i nagle widzę jak Mikiś nadbiega z podwórka Patki przeszczęśliwy, że wracam. W pierwszej chwili też się bardzo cieszę, ale zaraz widzę, że jedzie wielki biały TIR a Mikiś dalej do mnie biegnie, widzi tylko mnie, swoją koleżankę Marysię. Macham do Niego jak bym chciała go odepchnąć, krzyczę: - Nie biegnij do mnie Mikiś! Idź sobie! A kysz! On nic sobie z tego nie robi i wbiega prosto pod olbrzymie koło TIRa. TIR znika za zakrętem, a ja stoję. W sekundę wszystko się tak zmienia. Tyle myśli i emocji w mojej głowie. Z Mikisia od razu uszło życie, koło zmiażdżyło mu brzuszek na placek, wypłynęły wnętrzności, a na biednym pyszczku pozostało w oczkach niewyobrażalne zaskoczenie. Jak by chciał mnie zapytać: - Marysiu co się stało? Biegłem radośnie do Ciebie, a teraz mnie nie ma. Czemu mi nie pomogłaś, czemu mnie nie uratowałaś? Chciałem się tylko z Tobą pobawić. Nie jestem się w stanie ruszyć, stoję tak i stoję, aż widzi mnie z podwórka Pani Lucynka. Podchodzi, widzi co się stało. Przechodzi do mnie na drugą stronę ulicy, a ja jej tylko mówię: - Wielki biały TIR przejechał Mikisia. I zanoszę się nagle płaczem, tak wielkim, że już nic nie mogę z siebie wykrztusić po za: - To moja wina. Pani Lucynka smutna też mówi tylko: - Trzeba go stąd zabrać i powiedzieć Patce, ale będzie. Jak już opowiedziałam wszystkim co się stało, mówili, że to nie moja wina, ale zaprzeczali sobie wymyślając różne inne wersje co by oni zrobili. Ja się czułam winna, oni to czuli i też w końcu uznali, że mogłam coś więcej zrobić. Przekonałam ich o swojej winie.

     Do dziś widzę te jego oczy pełne zaskoczenia, widzę jak do mnie biegnie radosny i patrzę jak nagle na moich oczach znika życie. Życie jest czasem tak piękne i radosne, że zapiera dech, a ja się wtedy boję, że zaraz mnie TIR przejedzie i lepiej się za bardzo nie cieszyć, bo to niebezpieczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz