Poszliśmy z Mikusiem bawić się z dziećmi Elektryka, bo nie było już z kim. Rafał był nawet spoko, ale Robert straszny Diablo był i psuł wszystkie zabawy i potem były przez Niego problemy. Tego dnia czuliśmy, że będzie draka, ale zabawa dla nas była ważniejsza, a nie jakieś tam osobiste animozje. Jak przyszliśmy to Pani Wiesie akurat robiła drugie śniadanie to i Nam się dostało, kanapki ze śmietaną świeżą i cukrem na białym chlebie, pyszota. Tak pokrzepieniu poszliśmy się bawić. Biegaliśmy po podwórku za kurczakami, popatrzyliśmy na świnie co tam porabiają, przeszliśmy się do krów Pani Wiesi i pokarmić byki Pana Mańka. W końcu wpadliśmy na świetny pomysł, mianowicie, że pobawimy się w stodole na sianie. Można tam było nieźle powikać na tym sianie. Hopsaliśmy sobie wesoło i beztrosko, aż tu Rafał, mały Dzikus szepnął coś Robertowi. Wyczuliśmy z Mikim, że idą kłopoty, ale nie zdążyliśmy zareagować w czas, wymieniliśmy tylko spojrzenia, gdy wtem Robert rzucił się na Mikusia, a Rafał na mnie. Wydało mi się to być zupełnie bez sensu, Rafał był w moim wieku i łatwiej by mu było mnie pobić, a Robertowi Mikisia. Podstęp Roberta był jednak bardziej zawiły. Zaczął od tego, że rzucił mnie na siano - wykorzystał element zaskoczenia - i przyszpilił. Bardziej byłam przejęta w sumie Mikim, że co go ten Rafał tak mocno trzyma, żeby mu krzywdy nie zrobił, gdy tu nagle czuję, że ohydny Robert chce mnie swoimi ustami w moje dotknąć. Zaczęłam się mocno szarpać, ale kopnął mnie mocno w łydkę i wtedy osłabłam. Wykorzystał ten moment i dał mi pierwszego w życiu buziaka od chłopca. Wstrętny był ten całus. Pachniał z resztą jak cały Robert zjełczałym mlekiem i to ciepłym. Zrobiło mi się strasznie gorąco, wściekłam się, poczułam nagle w sobie wielką siłę. Pomyślałam: - Co za frajer jeden z drugim, zaraz się zrzygam, ale najpierw nakopię im w tyłki. Jak mu przyfansoliłam prosto w jajka to padł z tym swoim głupkowatym wyrazem twarzy na ziemię i zaczął wyć z bólu. Wstałam zamaszyście i spojrzałam się na Rafała, ten już stał bez ruchu trzymają mojego braciszka za koszulkę. Powiedziałam mu tylko: - Ty też chcesz manto? Puścił brata i się wycofał. Chciałam wyjść stamtąd, dranie zepsuli mi zapach siana, teraz zawsze będzie dziwny i niepokojący, a mleka prosto od krowy to już nigdy nie wypiję. Na odchodne rzuciłam im: - Jak Was jeszcze zobaczę to macie bęcki. Nie bawimy się już z Wami matoły. Wyszliśmy z Mikisiem ze stodoły Elektryka i poszliśmy za rączki przez podwórka do nas. Biedny Miki też się bardziej martwił o mnie niż o siebie. Co by odegnać złe wspomnienie tak jeszcze świeże, wymyśliliśmy, że pójdziemy tajniacko w porze kolacji za stodołę Elektryka i zrobimy tam pułapkę na Roberta i Rafała. Jak postanowiliśmy tak też zrobiliśmy, wykopaliśmy dołek i zakryliśmy gałązkami i liści. Jak skończyliśmy zadowoleni z efektu ciężkiej pracy przyszedł brat elektryka i też się ucieszył z naszej pracy, bo chciał za kilka dni robić kiełbasy, a my nie dość że nazbieraliśmy fajnych rzeczy do tego to jeszcze dołek zrobiliśmy. Trochę Nam ręce opadły, ale na myśl o kiełbasie od brata elektryka rozpogodziliśmy się. Obiecał Nam po kawałku.
Bardzo dziś haotycznie, morał gdzieś mi pływa po głowie, jakiż to on miał być? No tak, pamiętaj dziewczyno, że jesteś silna i nie daj sobie tego zabrać żadnemu pacanowi.
PS
Drodzy Czytelnicy przepraszam Was, że tak dziś beznamiętnie, ale musiałam to z siebie wypluć, chyba inaczej się nie dało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz