Trudna to będzie opowieść. Smutna, straszna i prawdziwa. Nie napiszę tego chyba w kilka minut. Pozbieram się chwilę niczym sójka za morze. Ktoś by mógł zapytać to po co? Człowieku, a bo ja wiem? Czuję tylko, że tak trzeba. Jak się bardzo dobrze i wyraźnie pamięta, a nie ma nic śmiesznego jest trudniej.
Jestem małym słodkim kasztanem rozrabiaką, bawię się na podwórku. Coś wisi w powietrzu. Myślę: - Zbiera się na burzę, fajosko będzie można iść na ganek z braciochem i pooglądać pioruny, może nawet się w końcu trafi kulisty, ten z opowiadań cioci Darii. Ależ by było bombowo. Rozglądam się za braciszkiem, ale go nie ma na dworze. Pewnie siedzi już i grzeje miejsca na seans. To idę, bo zaczyna już grzmieć. Wchodzę po schodach, otwieram drzwi, a tu Stary kłóci się o coś z Matką. Stoję jak wryta. Nie przypominam sobie, żeby kiedyś się tak kłócili. Czuję, że weszłam w jakąś mroczną bańkę, ale nie mogę się wyrwać. Stoję i słucham. Strasznie krzyczy, ona też i płacze. Widzę, że się boi, ale z jakiegoś powodu nie przestaje krzyczeć i podchodzi do Niego. Tak strasznie krzyczą i nagle ten wielki chłop łapię tą maleńką Matkę i rzuca Nią jak szmacianą lalką o kaloryfer. Słyszę trzask, jakby ktoś workiem kamieni rzucił. Matka długo nie wstaje, aż nagle się podnosi. Zbiera się z podłogi, widzę, że ją boli. Uświadamiam sobie, że mnie nie widzą gdy przechodzi obok mnie w szlafroku, zapłakana, półprzytomna i wybiega gdzieś w tą piękną, przerażającą burzę. Stoję tak jak kołek, strasznie się boję, jest mi zimno.
Stary nagle mnie zauważa i przez chwilę patrzy na mnie tymi oczami pełnymi piorunów. Teraz to jest mi już lodowato. Patrzymy tak na siebie w milczeniu przez chwilę. On mrozi wzrokiem, ja nagle tracę kontakt z czymkolwiek. Chowam się, zamykam w sobie, znikam. On odchodzi do kuchni. Stoję tak jeszcze chwilę jak słup soli. Idę w końcu na górę i siadam na ganku gdzie nikogo nie ma. Patrzę jak wichura kładzie topole na ulicę, a pioruny walą wszędzie dookoła, aż szyby dzwonią, a cały ganek się rusza. Nie przeszkadza mi to, bo mnie już tam nie ma. Jest już ktoś inny, pusty.
Z tej opowieści morału na razie nie mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz