poniedziałek, 30 września 2019

Na Łowy Kuńdzio HEJ!

     Mam nastrój to piszę, bo jutro to będzie futro!

     Jak zwykle piękne popołudnie, nie jest za gorąco ani za zimno idealne. Siedzę sobie i macham nogami. W tym świetle wszystko wygląda jak by miód się rozlał. Jest leniwie i spokojnie. Kuńdzio przy mnie waruje co by mi nikt nie przeszkadzał. Przychodzą bracia i zaczynamy zabawę w Indian po krótkich ustaleniach. Kuńdzio zostaje mianowany groźnym niedźwiedziem i z ekscytacji swoją rolą bierze w pysk kamień wielkości ogromnego jabłka i go toczy, to drapie, to znowu przenosi gdzieś. Udajemy, że to Jego wilki skarb i chcemy mu go odebrać. Ganiamy się tak pohukując niczym Indianie i się śmiejemy. Kuńdzio nagle zauważył innego psa i przestał się z Nami bawić. Widocznie uznał, że teraz musi trzymać fason i pilnować swojej roli herszta okolicznych piesków. Coś przekręca głowę i nagle odbiega. My zaaferowani bawimy się dalej. Jak już się zmęczyliśmy poszliśmy do ogrodu na lemoniadę i odpocząć.
    Nagle wbiega Kuńdzio z gęsią w pysku. Główka gęsi dziwnie zwisa, widzimy, że martwa, ale jakoś nas to nie przejmuje i nie wzrusza, bo Kuńdzio tak dumny z siebie przynosi ją i Nam kładzie u stóp. Wołamy Matkę i Starego, bo się boimy nagle, że będzie draka. Ci jak przychodzą i widzą co się stało chwilę milczą, aż Matka mówi: - Będzie na rosół, podobno z gęsi wyśmienity! Śmiejemy się jak świry, ale fajnie nie ma draki, a jeszcze Matka zupę zrobi! Matka bierze gęś i ją skubie w ogrodzie z piór. Trochę to obrzydliwe, więc zaczynamy bawić się we wspinaczy i wchodzimy na jabłonę. Stary siedzi nieopodal. Nagle przybiega Pan Mazur cały czerwony na twarzy i się drze: - Ta bestia mi gęś zabiła! Zatłukę go! Nie boimy się teraz, bo jest z Nami Stary, Matka i Kuńdzio. Kuńdzio warczy na Mazura. Stary go przywołuje do siebie i wstaje. Podchodzi do Mazura, są równi wzrostem, a to wielkie chłopy tylko nasz Stary jest cały wielki, a Mazur przy nim jak patyk wygląda. Stary mu mówi: - Jak byś człowieku naprawił tę dziurę w płocie co ją zrobiłeś, żeby Toje gęsi się kąpały w naszym stawie to by nic się nie stało. Mówiłem Ci tyle razy no i się doigrałeś! masz nauczkę, napraw płot i niech mi te tu Twoje gęsi więcej nie srają do stawu! Mazura wryło. Stoi cały czerwony na gębie i coś widać jak by jeszcze nie skończył. Stary widząc to mówi: - Pójdziesz Ty stąd, czy mam Cię psem poszczuć?! Kuńdzio się zjeżył i warknął. Mazur wycofał się najpierw powoli do tyłu, a potem zaczął coraz szybciej i szybciej nawiewać, jak już kawał uszedł to Stary poszczuł na Niego Kuńdzia i jak Mazur przechodził już w tych swoich kaloszach przez dziurę w płocie gdzie zbierała się woda z potoku to się wywalił i cały wyszedł po swojej stronie w gęsich kupach i błocie. śmialiśmy się jak barany już, Kuńdzio jak wrócił dostał owacje na stojąco. Matka wstawiła gęś, a reszty dostały się Kuńdziowi w nagrodę. Gęś nie była najlepsza, ale smakowała zwycięstwem. Mazur nazajutrz zamontował kratkę w miejscu gdzie brakowało płotu, a Stary wysłał nas do Niego po świeże jajka, Mazur miał najlepsze, ale baliśmy się. Stary powiedział, że nie ma czego i żebyś my nie marudzili tylko szli po te jajka. Zostałam wytypowana, żeby gadać. Na szczęście była jego żona i sprzedała mi jajka, Mazur też był, ale jakiś taki zmęczony i machnął na nas ręką. Powiedziałam mu tylko: - Dzień Dobry Panie Mazur! Po jajka jestem. Udanego dnia! Uśmiechnął się ciut i rozchmurzył. Wracając podśpiewywaliśmy: - Pojedziemy na łów, na łów przyjacielu mój! Kuńdzio HEJ!
     Morał? Nawet największy furiat jest w stanie się zmienić, tylko trzeba go zmotywować, a to że ktoś robi coś głupiego nie znaczy, że nazajutrz nie należy mu się już szacunek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz