Jako, że ja i Patka byłyśmy naturalnie jedynymi w miarę normalnymi dziewczynkami logiczne było to, że się przyjaźniłyśmy. Ciężko było bo tak jak pisałam ciągle kłóciłyśmy się bez powodu jak stare małżeństwo, na tym chyba polegał nasz urok.
Tego poranka wszyscy mieli wolne i jakoś tak naszła nas ochota na jajecznicę z kurkami. My z Patką byłyśmy ekspertami od grzybów także od razu zaproponowałyśmy, że pójdziemy do Wilczych Dołów pozbierać i zaraz będziemy. Wilcze doły były extra. Pełno tam było tajemniczych kryjówek, dołków z grzybami i pagórków pachnących tymiankiem. Można też tam było się schować przed dorosłymi, bo tylko dzieci tam łaziły ewentualnie jak Maniek się napił to chodził tamtędy na swoje pole truskawek. w jakiś swoich tajemniczych celach. Każdy ma swoje tajemnice, my z Patką też, ale to za chwilę. Nazbierałyśmy kurek i szybko wróciłyśmy co by były na jajecznicę. Jak wróciłyśmy wszyscy Nam pogratulowali szybkich zbiorów i już po chwili zajadaliśmy się jajecznicą na maśle z kurkami. Sama radość takie danie.
Po śniadaniu dorośli rozeszli się do swoich spraw, a dzieci do swoich. Dziś miałyśmy z Patką ochotę tylko na swoje towarzystwo. Poszłyśmy nad Potok Indian, chłopaki niestety wymyślili sobie, że są kowbojami a my złymi Indiankami, bo nie chcemy się z nimi bawić, także śledzili nas całą drogę do Potoku. Jak tam dotarłyśmy i zaczęłyśmy planować co będziemy robić to wpadli z każdej ze stron i zaczęli strzelać do nas z tych swoich pistolecików na kapiszony. My jednak zawsze byłyśmy razem w gotowości i zaczęłyśmy się na nich drzeć, że naskarżymy wszystkim. To się wystraszyli i gdzieś sobie poszli. Jak już dym po kapiszonach opadł i nastała cisza mogłyśmy usiąść i podelektować się piękną pogodą, a naprawdę tego dnia było przyjemnie. Siedzimy tak gadamy o byle czym, śmiejemy się niezłe z nas okrutne Indianki i nagle Patka mówi: - A może my się pobawimy w kowbojki i Indianki? Pokaże Ci. I daje mi buziaka nie czekając co odpowiem. Trochę nie rozumiem co to za zabawa, ale miły ten buziak, lepszy niż ten od szalonego Robercika to i ja daję Patce buziaka. Mamy po jakieś 6/7 lat, pachniemy malinami. Jest miło i nagle bawimy się w dorosłych. Nie widzę w tym nic złego czy strasznego. Jest to po prostu miłe i bezpieczne. Jak kończymy te nasze zabawy idziemy do domu Patki. Jej mama Lucynka pyta nas: - A co wyście takie czerwone? Biegłyście? My, że: - No tak ,ciągle w biegu! I się śmiejmy. Mama Patki mówi, że musi jechać do miasta coś załatwić, Pana Rzepki nie ma to zostajemy same w domu. Patka postanawia mnie wyedukować i puszcza mi film dla dorosłych który ukryli gdzieś jej rodzice. Dużo się tam dzieje, ja to chyba tak nie umiem, no i żadna z nas nie ma siusiaka przecież. Trochę się czerwienię, ale Patka głównie się śmieje z tego filmu no to ja też. Na finał Patka mówi: - A teraz zrobimy tak jak dorośli, pokażę Ci patrz. No już nie wiem o co chodzi zupełnie, bo Patka wchodzi za szafę w salonie i na chwilę znika, słyszę tylko jak tam coś szura. Jak wychodzi w końcu trzyma flaszkę wódki w rączce i mówi: - Idę po kielonki! Nalewa Nam i mówi: - No to siup! Pijemy! Łyka szota wódki jak gdyby nigdy nic. Ja tylko powąchałam, zanurzyłam język i się prawie zwymiotowałam. Jak Patka mnie widzi w takim stanie to się śmieje, że mieszczuch jestem. Oczy ma jakieś takie inne, cała jest czerwona. Wygląda jak Ci Panowie co chodzą jak na wietrze po wsi. Mówię, że muszę iść, bo coś tam Stary chciał.
Idąc do domu myślę głównie o tym, że przezwała mnie słabym mieszczuchem. Nie odzywam się do Niej potem kilka dni, aż ona sama przychodzi, jak zwykle mnie udobruchała i bawimy się dalej, ale już nieco inaczej niż wcześniej.
Czy z tego jest jakiś morał? Jedyny jaki mi przychodzi teraz do głowy, to że jak jesteśmy małe to chłopcy są śmierdzący i głupi, a zabawa w doktora z przyjaciółką to nic złego. Finalnie przynajmniej wiem już, że chłopcy nie są tacy źle.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz